Pod presją ciszy rozmywa się wewnętrzny krzyk, staje się gładki, namacalny, bez żadnej niemal wyżyny. Faluje w dłoniach jak wstążka targana rozgniewanym wiatrem, aż w końcu opada bezgłośnie, obojętnie, poddajac się plastyce dłoni. Dłoń tworzy. W napięciu splata warkocze dwóch istnień. Dwóch końców wstążki zrodzonej z krzyku, zniesionej przez ciszę, niesionej przez echo.
Lecz materiał nietrwały...
Nastrój:
tagi:
Miała usta czerwone. Pełne, naturalne, piękne. Po policzkach czasami uciekały łzy tak wielkie, że niemal nierealne. W oczach gościła nostalgia, żal i odrobina zadumy. Była podróżniczką. Podróżowała w czasie i przestrzeni. Raz znajdowała sie w gęstym, nieokiełznanym lesie, później spacerowala uliczkami Paryża wdychając kojącą woń świeżo pieczonych bagietek, innym zas razem po prostu stała w oknie ogladając na czerwienie i purpury, łagodne róze i blękity zachodzącego słońca. W topniejących łzach odbijały się wielorakie barwy i zdarzenia. Krople spadając na wysuszony grunt wnosiły wspomnienia do wnętrza ziemi.
Miała czerwone usta i nie bała się życia. Podróżowała, by zapelnić pustkę egzystencjonalną, znaleźć swoje miejsce we Wszechświecie. Znika warstwa cywilizacji, gdy podróżuje. Jest sama, nieśmiertelna. Tylko pasja do życia i miłości stają się wyłączną rzeczywistością.
Usta jej były delikatnie wykrzywione w subtelnym, czerwonym półuśmiechu. Wierzyła, że prawdziwa miłość odracza sąd ostateczny. Nie bała się śmierci tak jak nie bała sie życia, myślała powłócząc nogami gdzieś w odległych zakątkach Paryża.
Miała czerwone usta i małe słońca w źrenicach, miała Wyobraźnię.
Nastrój:
tagi:
robak.
niedziela, 25.września.2011, 10:47
"W wielu ludziach krąży po cichu robak szaleństwa. Jest czarny i ma trzy wielkie gały fosforyzujące purpurą. Długi ryjek gębowy sluży mu do plucia - pluje celnie jak zawodowy strzelec. Karmi sie naszymi snami; chłepcze je nocą, trawi i wydala bezgłośnie, aby wróciły rano i objawiły zupelnie inny świat. Małe szeleszczące chwytniki pozwalają mu przeciskać się każdą szczeliną naszego torsu. Tak właśnie wychodzi z jakiegos zdarzenia, wiersza lub religii, wdziera się w nasze wnętrze przez oko, ucho albo por skóry, później zaś wędruje milcząco żyłami i nitkami nerwów, szukając przystani stałej. Kiedy wejdzie do duszy - człowiek staje sie niebezpieczny dla swej uczciwości. Kiedy dosięgnie mózgu - czlowiek będzie zagrażał swemu otoczeniu. A kiedy dosięgnie serca - człowiek zakochuje się w jakiejś istocie ludzkiej. Wówczas świat robi sie ryzykowny, każdy krok grozi klęską.
Mój czarny robak mieszka wewnątrz mej duszy. Być może ma tylko chwilowy postój, przerwa w wędrówce, dla nabrania sił. Możliwe, że pewnego dnia będzie chcial ruszyć dalej i wybierze serce albo mózg, zapraszając mnie do bajecznie nakrytego stołu obłąkania, lub do perłowej jaskini miłości, gdzie wszelki rozsądek usypia, budzi się sumienie, a szczęście ważymy wzajemnością czyjegoś serca i nieczynieniem zła bliźnim. Wówczas zdam końcowy egzamin z głupoty."
Nastrój:
tagi:
Bezistnieć, śpiąc...
~
I z takim samym kołataniem serca... biegnę drogą księżycową, którą ktoś mi kiedyś wyznaczył między gwiazdami. Odsuwam ciepłe niebo, zapominam szepty, chcę zamieszkać w swoim świecie, choć raz obudzić się i nie myśleć co mi ześle los.
Jestem tu, spoglądam na ludzi bez głów... Szklane marzenia, szklane pragnienia, kryształowe sny i myśli tysiące nad niebem uniesione, pływają dumnie w atmosferze zapomnienia. Nie szukam drogi powrotu.
Zawieszona w nicości. Jedynie niebieski firmament chmur gna przed siebie, zapomnieć pragnąc. Milczący Wszechświat w zgiełku światów gubi się w strukturach niedomówień, a Cisza... znów przemawia najgłośniej.
Samotna Abstrakcja wiruje między ludźmi bez twarzy szukając... uśmiechu?
Już tylko kurz nad rozpadliną życia unosi się...
Nastrój:
tagi:
Boli. Wznosi na wyżyny bólu, wstydu i wrażenia nieskończoności. Pogódź się z tym. Po prostu.
coraz mniej mnie
na twoich dłoniach
nie zagarniasz mnie
już od drzwi
nad piecem ogrzewasz myśli
i długo patrzysz w okno
kruchy lód
słowa
Nastrój:
tagi:
Ukrywam się za słowami. Tonę w miękkim, ciemnym atramencie czystej nieskończoności. Szepty rozwiewają moje włosy.
To dobry świat.
To dobre pióro.
Nastrój:
tagi:
/./.
sobota, 29.stycznia.2011, 19:32
Nie umiem rysować żałosnych kłębków nerwów.
I czasami po prostu potrzebuję pobyć nieszczęśliwa.
Czasami zaczynam od nowa.
Rozpadam się na kawałki
S T R Z Ę P Y
A potem zbieram.
Sporo tylko przy tym zamieszania.
Nastrój:
tagi:
środa, 29.grudnia.2010, 20:22
Polerowane słowa. Na błysk... Epickie, liryckie, czasem dramatyczne... romantyczne.
Tworzyłam w nienawiści, w miłości także. W deszczu, w słońcu, pod drzewem i gwieździstym niebem, nad rzeką w zimie i lecie. Poskromiłam słowa, jednak języka nie potrafię. Połykam krzyk i idę dalej szukać Cię w szybach gablot sklepowych...
Nastrój:
tagi:
Porządki. I nawet głupie płyty ze zdjęciami wytrącają mnie z równowagi. Równowagi tak skrupulatnie, cegiełka po cegiełce układanej… Gra mi w sercu, choć oschłość chcę pokazać.
„I admit I've lost control.
Lost control.”
Ileż na tym dysku jest wspomnień! Ileż życia utraconego bezpowrotnie. Próbuję łapać te chwile „niczym motyle mknące przez pamięć”. Retrospekcje, krótkie mrugnięcia, zaślepienia chwil… Skąd we mnie tyle żalu…
Pamiętam każde ujęcie, filmik, nagrywanie płyt, pisanie wiersza czy opowiadania. I za każdym razem determinację… Przez mgłę wyczuwam emocje jakie mną targały. I raz po raz przeszywa mnie myśl „Jaka byłam głupia!”
Rozegrałabym to inaczej. Zupełnie inaczej… gdybym tylko wiedziała, była mniej naiwna…
„Visions of love and hate
A collage behind my eses”
Nastrój:
tagi:
Nie lubię bezksięzycowych nocy i bezsilności. Nie lubię gdy wiatr szarpie gałęzie obrywając ostatnie złoto-czerwone liście. Nie lubię osmolonych kominów i duszącego dymu. Nie lubię stłumionych okrzyków kłócących się ludzi i ujadania psów. Nie lubię tych chwil w których brakuje mi człowieka...
Nie lubię utwierdzać się w kłamstwie. Nie lubię autodestrukcji i konformizmu. Nie lubię słońca i tego znoszonego płaszcza wyblakłych wspomnień. Nie cierpię robić na przekór sobie i innym, nie znoszę monotonii i tego cholernego braku spontaniczności...
Nie mogę ścierpieć własnego milczenia oraz pytania "o czym myślisz?"
Nie znoszę tej niewiedzy, ciszy, która nie potrafi odpowiedzieć na uczucia.
Nie lubię strachu... tego strachu przed powrotem do rzeczywistości.
♦♦♦♦♦
Co dzień zabijam to, co boli i nie pozwala spać w nocy. Co wieczór otwieram zeszyt i wypisuję moje lęki. Z kpiącym uśmiechem zabierają resztki romantyzmu.
Jest 7 listopada, niedziela, a ja próbuję przeznaczyć odrobinę szczęścia dla rozkołysanych w milczeniu złudzeń.. złudzeń...
Nastrój:
tagi:
W życiu są czasem takie chwile w których tęsknimy. Tęsknimy z siłą uderzająco podobną do innych uczuć o których wspominać wstyd. Tęsknimy za czymś, o czym nie powinniśmy nawet myśleć. Jednak ta odległa przeszłość i zacierane przez ulotną pamięć wspomnienia każą tęsknić, idealizują... zbyt wiele. Czytam swoje dzienniki, wspominam, pamiętam... Wciąz towarzyszy mi znane uczucie niepewności. Niegdyś tak dobrze potrafiłam przenieść je na papier.
Szczęście jest pojęciem względnym. Każdy posiada własny przepis na nie. Mój nie jest kompletny. Wciąż nie wiem czego chcę.
Nastrój:
tagi:
Już tylko popiół i zgliszcza. Jałowe, zaschnięte uczucia, które nie pamiętają co znaczy czuć. Drzewa nie szumią, krwawią po cichu. Tętent koni za słaby, by czuć uderzenia. Powietrze zbyt gęste od szarej mgły, by oddychać... Stąpam w czeluściach ciemności szukając wspomnień, ocierając łzy. Pochylam się nad kurtyną z chmur, depcząc płatki piwonii... gdzieś tam Dolina, rzeka, która placze i kruki powstałe z łez.
Wstyd przed sumieniem, na łasce nadziei, idę dalej, by móc znowu czuć...
Nastrój:
tagi:
Jestem ciężkim sercem do noszenia.
Ono plącze, płacze, często się wyrywa.
Jestem ciężkim sercem do zniesienia.
Niepoprawne, chaotyczne, silne zgrywa.
I choć wiele daje drogowskazów
Nie ustoi, nie poczeka ani razu
Musisz sam odgadnąć swoje miejsce
Przyjacielu, co chcesz nosić moje serce.
Jestem cięzkim sercem do kochania.
Ono lęka, gani, zawód sprawia.
Jestem ciężkim sercem do poznania
Milczy tylko, patrzy, istna magia.
I nie pojmiesz, Przyjacielu tej Miłości
Jeśli w Twoim sercu żal wciąż gości
Nie pokażę Ci którędy Twoja droga
Ona się i tak za rogiem schowa...
Nastrój:
tagi:
Przeminęło. Nieokreślony ból, zmiany nastrojów. Krzyk znalazł ujście przez gardło. Drżenie dłoni ustało. Normalnie trzymam ołówek między palcami. Potrafię na nowo się określić. Nie pamiętam jak smakują łzy.
Rześkie poranki dodają życia w zmrożone oddechy. Odtajam, powoli, mozolnie odzyskuję resztki człowieczeństwa. Więcej się śmieję, częściej spoglądam w błękit nieba, patrzę na odradzający się świat. Chodzę żwawym tempem ramię w ramię z Panną Wiosną.
Czasami tylko... wracam myślami do szaleństw, które nie powinny mieć miejsca. Szaleństw z odmętów sczerniałego serca. Mimowolnie w kącikach ust pojawia się uśmiech... i.. tęsknota..?
Nastrój:
tagi:
zaufanie
poniedziałek, 23.listopada.2009, 17:57
Zaufanie jest jak krzywa kreska. Im częściej ją gumujesz tym większe ślady zostają, aż w kartce robi się dziura.
Ucieleśnić prawdę. Postawić świat na proste nogi i uczyć się chodzić. Nieść serce na dłoni, bo w piersi zbyt boli, ale iść. Pokutować. Bo warto.
Wciąż Kocham na czerwono, na czerwono płaczę. I szukam kolejnej białej kartki...
Nastrój:
tagi:
Ostrze milczenia zaklina w kamień uczucia. Dźwiękiem okala runiczne niejasności, bo słowa nic zdziałac nie potrafią. Dłoń przeznaczenia wyrzuca w ciemne otchłanie zapomnienia całe garście chwil. Wspólnych kłamstw. Złamanych obietnic. Namiętnych nocy. Skrzydlatej miłości...
Światy zacierają się. Rozbrzmiewa chorał umarłych za dnia bogów. Samotność tak cierpka... a w niej moje eklektyczne ego.
...
Zrezygnowana zamknęłam drzwi do mego prawdziwego Ja. Cała przestrzeń pachniała zbyt wczesną zimą. Mogłam płakać w ciszy, leżeć godzinami wpatrując się w sufit, śmiać się w ciszy, otwierać ramię ile tylko razy zechcę. Cisza była zbyt doskonała.
Trzeciej nocy dłoń moja skierowała się w stronę pióra.
...a listy od Nich pachniały morzem i tytoniem. Pachniały zachodami tysiąca słońc, krzepkimi ramionami półnagich kobiet i wiecznym pół-uśmiechem. Oni zawsze tak pachnieli, a słowa niosły zorze, jedności w wielości, dotyki prawdy. Nadbogowie pochylający się nad światem. Spętani najwyższą instancją, nadczuciem, przeszywającym wzrokiem syntezy impresji.
Srebrne manekiny wypełnione błękitną elektrycznością.
Piszcie, patrzcie, carpe noctem.
Nastrój:
tagi:
Kolejny dzień zasypia gdzie indziej, poza poznaniem, odchodzi nie patrząc jej w oczy. Ona rozpływa się gdzieś w niewiedzy ludzkich umysłów, oddycha ich myślami. Spogląda przez ich wyobraźnię, czuwa... Czujna niczym ptak przenika przez zatruty świat skacząc między snami...
Szuka wyzwolenia spod oków tych lęków, cieni wlekących za sobą nieuchronną zagładę.
Tańczy niezachwiana, pewna, mgłą owiana znając sposób...
Ból przechodzi przez jej palce, niczym małe świetliki rozmywa się po żyłach, płynie tworząc błyskawice, przeznaczeniem znacząc ciało jej, cały strach miażdży ją, eksploduje w nerwach, uwalniając się z umysłów wszystkich, rodzi... śmierć.
Nastrój:
tagi:
Potrawka z uczuć.
Wybuchowa mieszanka ostrych przypraw,
smak niesprecyzowany.
Odrobina niepewności.
Szczypta żalu, dwie łyżeczki słodyczy,
trzy krople bólu.
Jeden litr tęsknoty.
A na koniec pozostaje już tylko zapach
i delikatny posmak na czubku języka.
Obraz sporządzonej potrawy.
Kieliszek wina z dojrzałych łez,
herbata z liści oczekiwania.
Kofeina myśli i wspomnień.
Poranek w słońcu, którego nie ma...
Nastrój:
tagi:
Gdzieś... tak cicho woła mnie sekretna toń. Nużę się w oceanie tatuaży. Biorę w dłoń wyryte słowa na urwanych kawałkach skóry... Liczę. Płynę wciąż do wysepki malowanej żółtą farbą. Zachłysnęłam się zatrutą krwią. Przywołuj mnie, przywołuj wciąż... Płynąć chcę, zbrukać się chcę. Nie wierzyć nie mam sił...
Bo znajomy kawałek szkła pokazywał zbyt wiele... Pokazywał obraz nędzy, rozszarpanych wspomnień, tonącej we własnym żalu Istoty, pustych dni i błękitnych myśli. A wszystko to, by powstać. By powstać z nieotartych łez. Zatem wstaję nieporuszona, uspokojona przez czas, przez dni oddalające gniew. Moc przetrwania kładzie dłoń na mym ramieniu i pcha do przodu. Zawsze noszę broń.
Jeszcze wiele dni musi minąć nim odsunę gorące niebo, nim zapomnę każdy ludzki szept, nim na dnie marzeń obudzę się.
Sięgnę więc po wykadrowane pragnienia, wyciągając dłonie do gwiazd. Usidlę fotografie z przyszłości. Zamkne sumienie w dźwiękoszczelnej klatce, serce skryję za burzowymi chmurami. I każdego dnia będę zaczynać nowe życie... sięgając po szczęście, nie zważając na to co zsyła złośliwy los...
Nastrój:
tagi:
cisza
niedziela, 7.czerwca.2009, 19:31
Otępiająca niemożność egzystencji. Kłębiące opary rozpaczy gdzieś w środku. Ciągły bieg za czymś niedoścignionym. Serce wyrywające się z piersi, duszone bólem ciągłych rozstań, porażek. Małe szczęścia nie dają już tej samej radości co niegdyś...
Kierowana żądzami, inspiracjami, namiętnością. Czuje zmysłami. Sumienie oczekuje odpoczynku, wegetacji, ciało zaś pragnie fizyczności, pożądania... ciepła.
Nieprzewidywalność jutra. Bezmyślne, bezwarunkowe krople toczące się po twarzy wypalają drogi smutku.
Nauczona milczeć. Zbyt wiele pragnie wiedzieć, pytać nie potrafi. Postrzega, wyciąga wnioski. Zbyt wiele widzi...
Narzucone milczenie ciszą
nie pozwala przemówić
aby wydobyc słowa
wyrażające pragnienia duszy
Zamknięte usta oczekują chwili
aby uwolnić uśpiony głos
i zabrzmieć głośnym echem
odbijając się od gór i lasów
pokonując odległe przestrzenie
aby wypełnić pustkę
niosąc radość swoimi dźwiękami
aby tańczyć w szczęściu
pośród kwiatów... miłości
(...)
Nastrój:
tagi:
Na dnie serca zrobione jest miejsce z łez, ze słonych kropel mały kruchy świat...
W tym miejscu w którym litość stała się jedynie przeszkodą na dnie marności wszechobecnych...
...w tym miejscu piję wino...
ta sama proporcja wody co zawsze. Ten sam smak już dawno wyblakły skłaniający do pragnień wyższych. W tym miejscu (tym samym co zawsze, tym co dziś, co jutro, co za tysiąc lat) przyszło mi żywić nadzieję, że znikome opowieści o śmierci nieśmiertelności nie są jedynie wynikiem schorowanych doznań. Czy jest coś wyższego nad pieśni i chorały umarłych za dnia bogów? Czy jest coś wyższego nad narodzenie aniołów nocą? Czy jest cos wyższego nad moją i Twoją niewinność?
...a wino ma wciąż ten sam smak...
Pozwól mi zostać tam, gdzie wiatr szeptałby ostatnim tchnieniem prawdy...
Pozwól, aby sny moje żyły tutaj.
Pozwól otulić ciszą serce stęsknione.
Pozwól mi znaleźć odpowiedź, która pozwoli mi zrozumieć...
Nastrój:
tagi:
zaduma
sobota, 16.maja.2009, 13:45
Płynąc ku obojętności przez ocean płynnego wosku. Wosku z kwiatów. Puste niebo kołacze suchy obłok, bezbarwnymi kolorami maluje się powietrze. Namiętność zawisła gdzieś...
Nie patrzysz już. Odwracasz wzrok, gdy tylko otwieram usta.
Często oglądam Cię, wskrzeszam każdy szczegół. Pływam w pamięci czerwonego wosku. Przedzieram się wśród wspomnień, by na nowo odczytać myśli, ująć te słowa.
Nienawiść umilkła. Miłość żalem zarosła...
Delikatnie gładzisz moją twarz. Odgarniasz kosmyki włosów pogrążając mnie w słodkiej stagnacji. Bezszelestnie wkradasz się w mój umysł. Otwierasz szufladki pokryte grubą warstwą kurzu, wyciągasz kartki wspomnień, dopisujesz coś... sprawiając, że coś kłuje od środka. Chwila zawirowania. Splecione dłonie, przy twarzy twarz... Razem.
Czy Twa cisza mówi słowami jakie słyszę?
Czy Twój dystans oznacza to, czego się boję?
Zapomnijmy o tym, co było. Bądźmy sobie obcy, by na nowo się poznać. Błędów nie popełniać, słów nie ukrywać, nie szukać w sobie wad i zalet... Ciszą nie zakrywać tego, co usłyszeć trzeba, prawd nie szczędzić, kłamstwem nie urągać...
Nie obiecywać, nie obiecywać, nie obiecywać...
Opowiedz mi świt... opowiedz historię.
Gaszę świeczkę. Woń ciepłego wosku wprawia w zadumę...
Ciebie mi brak... stawiam kropkę i żyję bez skrzydeł.
Nastrój:
tagi:
Wspomnienia niczym retrospekcje piętnują gestem niewypowiedzianych słów. Zalewają umysł słodko-gorzką falą. Oddycham nie swoim powietrzem. Myśli wchodzą pod paznokcie. Ucieczka przed przeszłością nie może wciąż trwać.
Zatracić się w pajęczynie gdybań i czekać... aż przyjdzie wielki, tłusty pająk i wyssie z umysłu wewnętrzny głos, wewnętrzny strach, wewnętrzną pustkę...
Zapaść w sen... ten sam, co wczoraj. Oddać się pozostałościom wspomnień... wykarmić kłamstwami urojone senne pragnienia. Umierać słodko, bez żalu, umierać cicho, bez krzyku... dłonie wyciągać ku górze, niebo szalone od czerni chwytać, otulać zwojami gwiazd, za półksiężycem niewinność chować, czuć na języku słony smak niespokojnej skóry... Błądzić w źrenicach, odbicie swoje widząc, pochód rozkoszy rozpoczynać...
I... budzić się na kamiennych schodach, spełniona, poukładana, nie czując, że czas uciekać znów...
Mieć skrzydła i ulecieć wysoko w przestworza... z góry spojrzeć na własne ja... krytyczne oko...
kamieniem w lustro...
myślami w serce...
słowami w umysł...
Rozdarcie. Klaustrofobiczne podejście do świata.
Cyk-cyk... Już tylko zegar...
Ciii...
Nastrój:
tagi:
Bezpieczeństwo ze wsząd ogarniające, cisza, sto myśli na sekundę, aromat kawy unoszący się z filiżanki, Jeff Buckley i zaduma. Wyrażanie siebie. Ołówek. Skupienie... Brak wizji. Łyk kawy. Nic...
Brak wyobraźni. Starzeję się...
Ilekroć chwytam się nieprzeniknionych myśli błąkających się po umyśle, tak twórczych w swej postaci, zgłębiając egzystencję świata, uczucia wyższe... staczam się. Niczym Syzyfowy głaz. Samotność mi szkodzi. Brak punktu zaczepienia. Brak weny. Piekielny spokój przytłacza. Nieuchwytność chwil boli. Szkoda, że nie mam aparatu w oczach. Mogłabym fotografować za zamknięciem powiek... wspomnienia.
Jak trudno uchwycić szczęście. Błysk w oku, poczęty uśmiech w kącikach ust, kilka zmarszczek przy oczach... Zachód słońca mieniący się wszelkimi kolorami, których nazw nie jestem w stanie spamiętać. Przez amarant do purpury, granatów fal chmurnych. Drzewa smagane wiatrem, wyginające się w pieśniach koron, pocieranie liści... Kropla deszczu jedyna w swym rodzaju - odbijająca światło, a zarazem mieniąca się zielenią liści, na których zaraz się roztrzaska... obrazy tak wyczekiwane.
Kolejny łyk kawy. Następny utwór Buckleya. Ołówek znów w dłoni. Obracany w palcach sam kładzie rysik na papierze. Kreska za kreską... próbuje stworzyć Szczęście.
Nieskazitelne Szczęście...
Nastrój:
tagi:
Heroiczny płacz (Lamento Eroico)
Zemdlone jest me wnętrze,
Od okrutnego wzroku ślepego Anioła,
Niszczy on we mnie dawną poezję,
Gdy ustaje bicie serca rannego łabędzia,
Wszechświaty zdradzonej wieczności,
Prawdy umarłe, teraz ronię łzy pożegnania,
W czarną nicość pójdę,
Szczery i dumny z mego przeznaczenia,
Krzyczy grom na mój heroiczny płacz
Przeznaczenie… pochłoń rzeczywistość!
Duchy tajemnych światów,
Proszę o życie po śmierci,
By móc układać przyjazne gwiazdy,
I stać się strażnikiem Nieba,
Kustoszem uzdrowionej wieczności, odnalezionych prawd,
Dla wszystkich dzieci matki Ziemi,
To jej dałem życie… śmierć,
I tak robić będę już zawsze…
Szeptanie obietnic trzymając się za ręce. Biegnąc w słońce, szukając nadziei... nadziei na przetrwanie tych dni. Bezowocnie wykrzykując tamto imię... Poszukując wspomnień dobrych, bo złe oddalają... Usta złączone w spokoju nie krzyczą... Oczy nie widzą.
Puste moje myśli... wracają.
Dawne, choć zapamiętane. Tajemnicze, pretensjonalne (a może się mylę..) choć milczące. Zdradliwe, chaotyczne, choć czasem wzniosłe. Niezaznane pożądanie.
Cisza wpatrująca się w siebie, budząca uczucia wyższe.
Agonia.
Będę wdzięczna za każdy koniec. Za każdą niepamięć. Za wszelkie zapomnienie.
Nastrój:
tagi:
Piękna jej postać krążyła ponad czterema stronami wiatru. Paliła wióry połamanych włosów okalających cały świat. Opuszczona przez duszę wcielała się we wszystko, co chciała poznać. Nie znała bowiem uczuć radości... Chciwość i pazerność poznawcza była najsilniejszym doznaniem, żądzą której opanowanie było niemożliwe. Tak więc tułała się, piękna pod każdym pozorem dla różnych istnień przez wiele wieków nie zaznawszy wszystkiego, czego doznać chciała. Różne twarze, gra tak wysublimowana, empatyczne w swej zmienności... Chciała być akceptowana przez wszystkich, przez wszystko, co napotykała na swej drodze, choć nie dane nikomu być Wszystkim i Niczym. Ona dosiegnac tego chciała. Zaskarbiała przyjaźnie, choc tak fałszywe i niemoralne w swej doskonałości. Zmianiała siebie przy każdej możliwej okazji... Choć w jej sercu wciąz pustka tliła się, obojetność zażynała, wyrzucała wcielenia... Ona trwała w kłamstwie. Nie miała własnego oblicza.
Chciała zaznać i Miłości. Poznała, pocałowała, świat zawirował... Raz potrafiła cieszyc się urojonym szczęściem. Opowiedziała o sobie tak wiele... Niczego nie pragnęła bardziej jak oddać mu całą siebie. Wykreowała nową postać. Chciała nią zostać na zawsze już... Na Zawsze dla niego. Lecz z czasem ukazywały sie inne Piękne... choc nie Piękne dla niego, bo on tylko tą jedyną kochał. Tylko tą którą poznał... "Bądź sobą" mówił jej... A ona coraz bardziej zamykała się w sobie. Oznaki bólu i cierpienia były niczym kamienie dokładane na kark... Nie rozumiała... Nie umiała... kamienie pociągnęły ja do morza nienawiści...
Nastrój:
tagi:
niedziela, 7.września.2008, 21:36
Nieokiełznany lęk. Świadomość bytu i niebytu. Trwających granatów chmurnych nie sposób poruszyć namiętnością ni łzami. Stąpa na palcach, by wiatr nie usłyszał jej opowieści. Lniana, oliwkowa suknia nie wydaje dźwięków, lecz wiatr wciaż rozwiewa jej włosy, smaga twarz, bije raz po raz w oczy mokre już...
Ciągnie za sobą tombak rozdartych myśli i czuwa nad taflą stawu, by móc je wszystkie wyrzucić, gdy tylko powiewy umilkną...
Czasem wspomina woskowe kwiaty.. Te o nieblaknącym zapachu i kolorze tak żywym jak... niegdyś ona. Smak kawy tak bardzo przypominający dawne chwile. Spogląda często w granatową czerń nieba spowitą całunem gwiazd, trawiąc w sobie tak wiele pytań pozostających bez odpowiedzi...
Wstaje, zmarznięta, rozkojarzona, pełna goryczy z niewiadomego powodu... podświadomie wie, co oznacza ten stan. Podchodzi bliżej wody, klęka, by wiatr nie poniósł jej myśli dalej i... szepta przez łzy...
"To wszystko... tak ciche i ciepłe, beztroskie w tańcu na parkiecie z chmur, ten Anioł, ten Demon, te wszystkie istoty i błogi stan... tak wiele daję, by poczuć się wolną, tak mało wymagam od życia. Czuję tą moc i ból własnych słabości, żyć i nie żyć jednocześnie przekleństwem moim jest... O Wodo, wysłuchaj i pochłoń wszystko, co Ci dam, w zamian oddaj mi dawną mnie..." Pochlipując otwiera srebrzystą sakwę, kaskady ciemnych włosów okalają jej twarz... Wtem z otworu wychodzi mały smok, imieniem Dragana nazwany. Naznaczony runami, nieświadomy swej ofiary... Całkowicie inny niż zwykłe smoki, o nietoperzych skrzydłach i lwich oczach, pazurach silnych jak u sokoła, błękitem i srebrem odznaczał się wśród mroku nocy...
Nastrój:
tagi:
Daleko... w dźwięcznych półszeptach, których nie powstydziłby się płonący chór anieli. W ciemnościach arabskich, nie śmiesz przypuszczać jak mrok może być piękny. Dźwięczny, pachnący nicością i wyblakłym niebem. Pustka ogarniająca przestworza wypełnia każdą jej cząstke. Tak jej zimno... Wszelkie niedorzeczności nabieraja tu sensu. Każda absurdalna myśl pływa po powierzchni sześcianu wypełnionego po brzegi... kroplami Waszych dusz. Zmienia wszystkie problemy w jedną gorącą prośbę. Skąpana w kaskadach deszczu słania się w lnianej sukience. Dryfuje bezładnie we własnych niebezpieczeństwach niosąc prośbę w sercu. Raz po raz zatapia się. Nie straszny jej ból i śmierć widząc mroczne otchłanie firmamentów rozświetlane gdzieniegdzie przez gwiazdy. Spełniona... materializuje w swych dłoniach pęk kwiatów polnych... Z uśmiechem blednącym tonie z gracją opadając na dno. Prośbe swą zabiera w milczeniu...
Sześcian zadrżał, woda zalegaląca wypłynęła, lecz jej już nie było...
Nastrój:
tagi:
Nadchodzi. Światełkami palców dotyka powietrza. Bezszelestnie sunąc w pąsach krwistych, oddechem mroźnym odbiera radość. I tylko lęk niestłumiony pozostaje... Nauczyła się bólu na pamięć, naciągając pomarszczoną z cierpienia skórę. Wytargała blizny porażek niczym łaty ze starego worka. Stała się idealna w swej doskonałości. Nie lękała się, skrucha była Jej obca, żal nie miał miejsca w Jej duszy, bezlitosna w swych wyrokach wydobywała z innych strach...
Groza o krok za Nią stąpała tak głośno milcząc...
Imię Jej Mortalis, choć śmiertelna nie była...
Sen, który nigdy nie będzie potrafił nadejść
wysunie mglistą dłoń w rzeczywistości...
...zamkniesz oczy...
Zaciśnie, przyciśnie, podetnie, zepchnie, pociągnie za spust... Poczujesz wtedy strach. Strach sięgający drżenia powiek i niemożności oddechu. Oplecie niczym gnijący bluszcz, zatrzyma serce w bezruchu... A ostatnim o czym mysleć będziesz to miłość twoja spełniona, bądź nie. Bo nie zdążyłeś powiedzieć 'Kocham', nie pożegnałeś się, nie przytuliłeś ostatni raz. Bo gdybyś wiedział, że ujrzysz ją dziś po raz ostatni śpiącą objąłbyś ją mocno i modlił się, aby móc być jej Aniołem po śmierci... Lecz pozostanie Ci tylko łzę uronić i popaść w ciemność agonii...
...bo Miłość mocna jest jak Śmierć...
Nastrój:
tagi:
...podobny do śmierci. Śmierci rozłożonej na raty. Na cmentarzu nadziei złożony plugawy kwiat. I serce wciąż pomiędzy światami szuka czegoś, by innego nie zabić. Niepewność szalona w kolorze jedwabistej czerni, niczym mgła przylega do nagiego ciała. Żarliwie oplata, wnika w mięśnie, ścięgna, płynie razem z krwią czerniąc ją. Każdy oddech śmiertelnym staje się. Skrzydła zwątpienia formują się boleśnie przerywając alabastrową skórę, łamiąc kości, szerząc łzy. W niemym krzyku pada na kolana nie mogąc dłużej trwać. Wokół niej śmieją się cienie nienawiści. Plują jadem. Rozdwojonymi językami zlizują resztki szkarłatnej posoki. Szydzą wciąż. Gniew rozrywa ją. Naga wstaje, otrzepując kościste skrzydła z resztek skóry. W głębi duszy uspokaja strach. Artefaktem słów wydziela dziwną aurę. Potęga. Stąpając po zbrukanym gruncie, ziemia rozstępuje się. Gorycz w dłoni trzymając idzie wciąz przez los...
W bezsilności przeznaczenia,
chwilą ukojenia dusz,
z ramion spowitych pustką
wybawieniem
niczym głos szukający
w cieniu schronienia
w radości, smutku,
Jak nigdy wcześniej...
I nuci tak smętną pieśń. Bez przepustki do Raju, bez czasu na szczęście. Zabija w beztrosce wszystko, co stanie jej na drodze, niczym dziecko urywając głowy lalkom, wydłubując oczy tępym patykiem, miażdżąc paznokcie zębami, wydrapując serca z piersi, cieszy się. Wiąże wszystkie swoje trofea jelitami, by nie pogubić żadnego z łupów. I idzie tak... ciągnąc za sobą gnijący tombak trupów. Nieświadoma. Bez prawa do łez...
Nigdy nie patrz Jej w oczy. W nich, choć tak niewinnych czai się śmierć.
Nastrój:
tagi: